1 Liga

Bezkompromisowa Walka na Wiślackim Szlaku

2 maja 2025 roku na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana w Krakowie odbył się mecz, który miał być dla obu drużyn kluczowy w walce o powrót do Ekstraklasy. Wisła Kraków podejmowała swoją imienniczkę z Płocka w spotkaniu, które śmiało można nazwać pojedynkiem o „sześć punktów”. Stawka była ogromna, emocje sięgały zenitu, a trybuny wypełniło ponad 30 tysięcy kibiców.

Święto flagi, święto futbolu
Mecz rozpoczął się w wyjątkowej oprawie – z okazji Dnia Flagi na murawie pojawił się poczet sztandarowy, a kibice odśpiewali cztery zwrotki hymnu narodowego. Atmosfera była gorąca nie tylko ze względu na święto, ale i temperaturę – w Krakowie termometry wskazywały 25 stopni.

Szybkie ciosy i przewaga gospodarzy
Od pierwszych minut Wisła Kraków ruszyła do ataku, dominując w posiadaniu piłki i liczbie sytuacji podbramkowych. Już w 11. minucie Angel Rodado wykorzystał rzut karny, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Radość kibiców nie trwała jednak długo – dwie minuty później białoruski zawodnik Wisły Płock, białoruski zawodnik Gleb Kuchko wyrównał stan meczu. Była to jego pierwsza bramka w barwach płockiej drużyny.

Mimo zdecydowanej przewagi Wisły Kraków – 70% posiadania piłki, 6 rzutów rożnych do zera po 25 minutach – to goście zadali kolejny cios. W 37. minucie Sekulski wykorzystał jedną z nielicznych kontr i dał Wiśle Płock prowadzenie 2:1. Do przerwy statystyki były miażdżące na korzyść gospodarzy: 14 strzałów do 4, 9 rzutów rożnych do zera, ale wynik na tablicy świetlnej był nieubłagany.

Druga połowa: oblężenie bramki Płocka
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – Wisła Kraków atakowała, Wisła Płock broniła się i szukała okazji do kontr. Gospodarze raz za razem szturmowali bramkę Gradeckiego, oddając w całym meczu aż 28 strzałów (9 celnych), przy zaledwie 6 próbach gości. Krakowianie mieli aż 14 rzutów rożnych, podczas gdy Wisła Płock nie wywalczyła ani jednego.

Goście grali jednak niezwykle konsekwentnie, szanując piłkę i skutecznie rozbijając ataki rywali. W końcówce meczu trener Misiura dokonał kilku zmian, by jeszcze bardziej zabezpieczyć korzystny wynik.

Zimny prysznic w doliczonym czasie
W doliczonym czasie gry, gdy Wisła Kraków rzuciła wszystkie siły do ataku, Wisła Płock wyprowadziła zabójczą kontrę. Ponownie bramkę zdobywa Gleb Kuchko i ustala wynik meczu na 3:1 dla gości.

Statystyki nie grają – liczy się skuteczność
Po ostatnim gwizdku sędziego Tomasza Kwiatkowskiego statystyki były zdecydowanie na korzyść gospodarzy: 67% posiadania piłki, 28 strzałów (9 celnych), 14 rzutów rożnych – i tylko jeden gol.
Wisła Płock była za to bezlitosna pod bramką rywali, wykorzystując niemal każdą okazję.

Dzięki zwycięstwu Wisła Płock awansowała na trzecie miejsce w tabeli z dorobkiem 57 punktów, zachowując realne szanse na powrót do Ekstraklasy przez mecze barażowe. Wisła Kraków pozostała z 53 punktami na piątej barażowej pozycji.

Podsumowanie
To był mecz, który pokazał, że w futbolu nie zawsze wygrywa drużyna lepsza statystycznie. Wisła Kraków dominowała, ale to Wisła Płock wyjechała z Krakowa z kompletem punktów, gasząc marzenia gospodarzy o trzecim miejscu, które pozwala na rozegranie obydwu meczy barażowych na własnym stadionie.